Grażyna Stojak

 

 

Czy znasz ten bar w Izraelu?

Przystanek "na popas" w podróży czyli bar, który nazywa się Asa i jest w miejscu zwanym Latrun leżącym przy autostradzie nr 1 m/w w połowie drogi z Tel Awiwu do Jerozolimy. To po prostu bar przy autostradzie. Zawsze jest tam tłok i trudno o miejsce. Podają tam świetny humus. Jest tak samo zwyczajnie jak w Europie, tylko dania są orientalne, tamtejsze, zresztą przygotowane przez Arabów. Ale kogo to dziwi? Zwyczajne....
Jeżeli chodzi o potrawy, to nazywają się tak jak zapisałam w nawiasie; to nazwy hebrajskie, jakimi posługują się tam wszyscy:
- na środku jest humus ze smażonymi grzybami (humus im pitrijot);
- u góry po prawej są małe kiszone bakłażanki (hatsilim hamutsim);
- na dole po prawej są dwie różne sałatki ze smażonych bakłażanów (salat hatsilim), z tym, że ta ciemniejsza jest z dodatkiem ostrej jemeńskiej przyprawy (shug) i ziarenek sosny (pini);
- na dole po lewej smażone papryczki (pilpelim metuganim) i kiszone ogórki (melafefonim hamutsim);
- u góry po lewej kiszone papryczki (pilpelim hamutsim).

Oczywiście, nabiera się na dużą tacę plastikową to wszystko co oczy zapragną. Ale prawda jest taka, że tylko ten środkowy talerzyk powinien byc duży i najobfitszy, a reszta mała jak przystało na przystawki. Dlaczego? Bo to ostre jak licho i po prostu ich nie zjesz.... i tego też doświadczyłam. :-)))

 

 

 

Fragment ekspozycji w Muzeum w Rybniku

 

Kawa muzealnika, codziennie rano w starym muzeum....

 

 

Mój "obiad codzienny", czyli to jak pasę "Stojaka" na codzień. W tym miejscu mogłyby nastąpić różne opowieści żony... A na obrazku masz obiadokolację, bo "Stojak" wraca codziennie o 18 -tej do domu z pracy (a musisz wiedzieć że o 5 rano wyjeżdża codziennie do Rzeszowa ). Więc jak już wraca od dziesięciu lat codziennie do domu, to sie staram... (albo tylko tak mi sie zdaje.) Na obrazku masz ryż z grillowanym kurczakiem, sos pomidorowy włąsnej produkcji, z pomidorów działki babcinej, a pośrodku - na wierzchu leży jajko w koszulce. No i szklanka soku albo herbata, ewentualnie szklanka kiszonego barszczu czerwonego. No i tyle. Po obiadokolacji jest dziennik. Potem filmowy wieczór w telewizji i wspólne gadanie. I tak mija dzień za dniem, w oczekiwaniu na weekend.

 

No tak - jest to moje popisowe danie! To zupa którą się piecze a nie gotuje. W formie żaroodpornej się ją przygotowuje i zakleja ciastem francuskim, a następnie piecze całość w piekarniku. Mija pół godziny i zajadasz wbijając łyzkę przez ciasto i dobierając się do środka... Super zupa na długie zimowe wieczory.